Alternatywna mapa miejsc na Rajskiej

W każdej zamkniętej przestrzeni z miejscami do spoczynku wertykalnego lub horyzontalnego można wyróżnić swego rodzaju typologię.

Zaczyna się już w podstawówce, kiedy to wszyscy cisną się na ostatnie miejsca w autobusie w pierwszej walce o prestiż. Im bliżej kontrolujących belfrów, tym bardziej istnieje ryzyko bycia przegranym i trzeba odbudować swoją pozycję poprzez wrzucenie mydła do fontanny. Albo kolegi. Na Rajskiej jest podobnie.

Party room

Miejscówka na samym tyle czytelni, daleko za regałami z dramatem i poezją współczesną. Wygodne czerwone kanapy, niski stolik kawowy. Ponoć niektórzy się tam uczyli. Niby są kamery, ale nie widać przecież, co jest w termosie. Może schabowego z ziemniakami tam nie wniosą, ale, jak mówi poeta, hold my beer. Ludzie przychodzą tam z książkami, żeby dobrze wyglądało na kamerach i w razie kontroli; co bardziej sprytni nawet te tomiszcza otworzą, rozłożą notatki dla kamuflażu.

Perv room

Na początku moich studiów, czyli prawie dziesięć lat temu, było to jedyne miejsce, gdzie można było skorzystać za darmo z internetu i zobaczyć jeszcze działającego Windowsa 98 (chodzą słuchy, że Muzeum Inżynierii Miejskiej chce w tej sali wprowadzić czasową ekspozycję. Tak naprawdę wystarczy powiesić tabliczkę z logo muzeum i postawić stróża wystawy w kamizelce). Obecnie jest to punkt szkoleniowy dla płetwonurków i jednostek policji stacjonujących na Zakrzówku – kandydaci do odpowiedniej sekcji muszą wejść do środka i wytrzymać jak najdłużej bez oddychania. Eksperci z NASA prowadzą analizy porównawcze atmosfery w sali komputerowej na Rajskiej i atmosfery Wenus. Ponoć różnice są zaskakująco nieznaczne. Jeśli boicie się wchodzić do całodobowej kawiarenki na Brackiej po 22, możecie poćwiczyć na Rajskiej – co raz zobaczone na cudzym monitorze, odzobaczone nie zostanie.

Świry spot

Świry denerwuje wszystko. Porażenie nogą, żucie gumy, szeptane rozmowy, zbyt głośne stukanie w klawiaturę, obgryzanie paznokci. Właściwie nikt nie wie, dlaczego nie zostaną w swoich dziuplach, tylko wychodzą w miejsca publiczne, gdzie są narażone na nieprzewidywalność współczytających. Być może to jak z wychodzeniem na słońce – witamina D jest potrzebna do normalnego funkcjonowania, więc może potrzeba nawet pozornego bycia w społeczeństwo ratuje świry przed totalnym ześwirzeniem i rozmawianiem z paprotką. Najczęściej występują w rzędach pod ścianą, gdzie docierające do nich bodźce ludzkie są mocno ograniczone.

Big Brother

Ostatnie rzędy w każdym z pomieszczeń. Wszystkich widać jak na dłoni, a co najważniejsze, widać, co robią. Koleżanka z nauczycielskiej niby siedzi nad tą cegłą z psychologii rozwoju człowieka, ale jej telefon wskazuje na wzmożoną aktywność matrymonialną na Tinderze. Prawnicy jedną ręką kolorują kodeksy, ale na allegro sprawdzają ceny hamaków i tych wielkich dmuchanych kaczek. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale ostatnie rzędy zostały wyposażone w specjalne panele donosi… informacyjne dla obsługi biblioteki. Zgłoszonemu czytelnikowi może zostać odmówiony wstęp do biblioteki z racji workomąctwa. Innymi słowy, tyle z niego tam pożytku, ile z worka mąki.

Wieże twardzieli

Miejsca w samym środku. Tutaj nie ma cackania się z obiadem w plastikowym pudełku albo z jogurtem i utytłanym wieczkiem. Najtwardsi przetrwają. Zajmując to miejsce trzeba wykazać się nie tylko ponadprzeciętną odpornością na dystraktory pochodzenia ludzkiego, ale przede wszystkim należy posiadać umiejętność totalnego skupienia się na przyswajanym materiale, choćby wybuchł pożar, a Ryan Gosling zapytał, czy przynieść ci kawę z CoffeeBooka. Można mieć też na wszystko totalnie wywalone i przeglądać fejsa, być na talerzu u tych z tyłu i doprowadzać do rozstroju nerwowego tych przy ścianie.

BONUS: Arteteka

Arteteka to taki trochę fun room w lepszym korpo. Są planszówki, komputery z wielkimi monitorami, konsola i pianino. Mają nawet regały z komiksami i filmami. Dla przyzwyczajonych do względnej ciszy z Rajskiej, pisanie magisterki w Artetece może być nie lata szkołą życia. Niby jest mniejsza spina niż w Jagiellonce (tzn. do Arteteki da się wejść bez aktualnych szczepień i skierowania od lekarza pierwszego kontaktu oraz listu polecającego od proboszcza parafii, w której przyjęło się chrzest), ale ludzie bez żenady potrafią otwarcie dyskutować (głównie licealiści i studenci pierwszych lat studiów), odbierać telefony od mamy (dieta słoikowa) albo od prawnika poznanego dzień wcześniej. Wciąż jest tutaj większe poszanowanie ciszy niż na szlaku do Morskiego Oka.

***

Rajska wkrótce ma przerwę, więc jeśli chcecie jeszcze przeżyć niezapomniane przygody związane z tą instytucją, nie zwlekajcie! Wielu stron i odsłon zdjęć kaw i książek #StudyHard #Rajska.

Zdjęcie: Tom Hermans