Co za zło – podaj dalej

Dzień Kobiet już dawno za nami, ale w ostatnich dniach wypłynął ponownie temat gwałtów i tego, kto powinien być sprawcą. Czyli znowu społeczeństwo pochyliło się troskliwie nad czcią matek, sióstr, babć, koleżanek z klasy.

Infor powiadomił, że wg statystyk policyjnych, codziennie w Polsce może dochodzić do 200 gwałtów. W Polsce. Wiecie, tej zamkniętej na imigrantów, którymi kiedyś straszył opiniotwórczy miesięcznik „Do Rzeczy”. Nagle się okazuje, że zagrożenie jest białe, mieszka w mieście (bo przecież na wsi wszyscy się znają i wiadomo, do czego służy kobieta), a jeśli nie atakuje w mieszkaniu ofiary, to jeszcze ma do dyspozycji ciemne zakamarki parków, alejek… i innych miejsc z ograniczonym dostępem do światła. Policyjny informator przestrzega kobiety, by informowały bliskich gdzie idą, kiedy wrócą, unikanie kontaktów z nieznajomymi i pilnowanie napojów w barze.

Na Twitterze Marka Migalskiego pojawił się odnośnik do artykułu z tymi danymi, pojawiły się też zaskakujące komentarze.

17499141_10155216624276177_6576310091211763487_n

 

17457691_10206896112039938_224632117373674035_n

Są emocje, jest ironia, jest przymiotnik „prawicowa” w opisie profilu, jest modelowa mowa nienawiści, Internet już zrobi swoje. Jest odważny pomysł, że „gwałt gwałtowi nierówny”, że w sumie Polacy robią to lepiej, bo tylko w małżeństwie, a poza nim to jakieś tam zmacanie przez szefa czy w klubie. Już się gotuje? No to jedziemy dalej.

Wcześniej po fejsie krążyła anegdota o matce, która uznała ciągnięcie za stanik za molestowanie, a kiedy jej córka trzasnęła chłopaka w twarz po kilku ostrzeżeniach, radosny szum podniósł się w sieci, że oto tak powinno się nazywać rzeczy po imieniu. W polskim wydaniu (także viralowym) mamy modelowy victim balming:

17498783_10155024074718257_8050063676120532981_n

Nie ma co zastanawiać się, co mają w głowie ludzie publikujący pod własnym nazwiskiem tego typu rewelacje (tutaj ponownie przypomnę o Hejtach na Fejsie). Temat stary jak świat, a podobnych mało taktownych komentarzy znajdziecie multum gdziekolwiek pojawia się kontrowersyjny temat (inna rzecz, od kiedy to nietykalność człowieka jest kontrowersyjna, ale to kiedy indziej). Przy okazji Strajku Kobiet przeczytałam tyle komentarzy w tym stylu, że chyba tylko cudem nie wypaliło mi oczu, a mózg nie rozpuścił się w oparach zażenowania poziomem wypowiedzi części społeczeństwa. Sprawa ze strajkiem trwa rok, o ile mnie kalendarz nie myli. Wiecie, ile przeprowadziłam rzetelnych dyskusji z drugą stroną sporu? Jedną. Uznałyśmy, że się nie przekonamy, więc nie wchodzimy w ten temat (też nienajlepsze rozwiązanie, ale lepsze od obrzucania się inwektywami).

Tutaj jest właśnie problem zacytowanych wypowiedzi. Oczy wyszły mi z orbit, że oto internetowa retoryka znowu zaatakowała. Twitter i reszta sieci się nakręcili i wyszedł lincz. Patrzę jeszcze raz do kalendarza, nadal jest XXI wiek, ale naród ulubował się w tradycji, więc na rzecz o przemocy (informacja o gwałcie) odpowiada cyber-przemocą, jaką jest wyzywanie i wysyłanie mało wysublimowanych wyrażeń pod adresem autora wypowiedzi cokolwiek kontrowersyjnej. Zamiast prowadzić dyskusję, wywala się tony nawozu. Niby już sezon, ale na tym nic sensownego nie wyrośnie. W ten oto sposób obydwie strony się zrównały do swojego poziomu i skutecznie przyćmiły naczelny problem, jakim jest wysoka ilość przestępstw na tle seksualnym.

I tak, zamiast pomysłu na poszukiwanie rozwiązań albo uwrażliwiania społeczeństwa na problem, jest kolejna gównoburza. Ale czemu się dziwić, skoro na wyższym szczeblu prezentuje się retorykę krzykliwą, chamską i pełną uprzedzeń (wystarczy wspomnieć ulubienicę dyskusji telewizyjnych, którą zaprasza się chyba tylko po to, żeby pokrzyczała i porzucała przyprawionym mięsem). Chciałabym doczekać dnia, kiedy zacznie się konkretnie reagować na podobne zachowania, jak to było w przypadku JKM, który za jawne obrażanie kobiet, dostał po łapach i po kieszeni.

Póki co, góra może robić co chce, dół pokazuje, że mądrzejszy nie chce być i wszyscy stoimy w miejscu.

Dobre przykłady, racz nam dać Panie. Oh, wait…

Zdjęcie: Ellen

  • http://terra-feliks.blogspot.com/ Hipis

    Czytając pierwsze komentarze pomyślałam sobie „Och, przecież wystarczy sprawdzić, ile gwałtów codziennie jest w Niemczech, we Francji, wziąć pod uwagę liczbę ludności i mniej więcej możemy porównać, jak imigranci wpływają na statystyki”. Ale po chwili przypomniałam sobie, że to wymagałoby pewnych procesów myślowych obcych widocznie dla wielu ludzi… A szczerze mówiąc, sytuacja była aż smutno niewykorzystana, bo ze stwierdzeniem że strach przed imigrantami to „schiza” łatwo byłoby polemizować, szczególnie w świetle ostatnich zamachów. Ale nie, lepiej odpowiedzieć jakąś głupotą :P

  • https://femalepilot.wordpress.com/ Brzeska

    Po prostu coś mi się robi, jak czytam takie komentarze. Bo to już mocno wykracza poza sferę różnych poglądów, skoro tak bardzo kobiet się nie szanuje. Naprawdę nie wiem jaki komentarz można do tego dać, bo czytając ‚prosiła się’ i tym podobne komenttze, to coś we mnie wybucha