„Czerwony żółw” w morzu bez rekinów

Kiedy szłam do kina na nowy film ze studia Ghibli, nie miałam pojęcia, o czym traktuje. Spodziewałam się różnych dziwactw, a tu o życiu opowiadają.

Powinnam zacząć, że to historia… ale tutaj jest metafizyka i natura, więc fabułę traktujemy metaforycznie i skupiamy się na Sensie. Po seansie miałam właśnie wrażenie, że animacja nie ma sensu, lecz Sens. Ale o tym za chwilę.

Nasz bohater, bezimienny mężczyzna w sile wieku, przez burzliwe życie zostaje wyrzucony na brzeg bezludnej wyspy. Rzecz zaczyna się się jak historia tego typu: zderzenie cywilizacji z dziką naturą, przy czym ta druga pokazuje człowiekowi gdzie jego miejsce. Ale tutaj pojawia się wątek baśniowy i historia snuje się już innym torem.

b9d8d6f325a5851990bc933a02c8f10f_horizontal2_665x382

Film jest cudowny pod względem wizualnym. Bardzo prosty, pejzaże grają pierwsze skrzypce, ekspresja postaci również robi wrażenie. Obraz i muzyka biorą na siebie komunikację z widzem, bo w „Czerwonym żółwiu” nie pada ani jedno słowo. Historia rozwija się bez pośpiechu, wzbogacona o uroczy motyw dodający nieco akcji i rozładowujący ciężar Sensu. Bo oto pojawia się Sens.

Bohater na początku traktuje wyspę jak więzienie, z którego trzeba się wyrwać za wszelką cenę, powrócić do cywilizacji. Z czasem jednak po jedynym akcie agresji postanawia odrzucić to, co przynależy do dawnego życia, teraz pora na bycie blisko natury. Dalej obserwujemy sielankę od czasu do czasu wzbogaconą o zwroty akcji, ale pochodzące od natury. Ludzie na wyspie są w porządku, nie kłócą się, czytają sobie w myślach, rozumieją gesty. Z całości robi się utopia, tęsknota do życiem w zgodzie z przyrodą, tak jak kiedyś. Tylko taka metafora do mnie nie trafia.

Negatywne emocje zostają tutaj odrzucone, a wraz z ich odejściem zaczyna się cudowne życie, o jakim wiele z nas skrycie marzy. Tylko to chyba tak nie działa. Można odrzucić współczesne wynalazki, aspiracje skupiające się wokół statutu czy chęci posiadania, ale głowa zostaje na swoim miejscu, a wraz z nią mózg. Normalną częścią składową psychiki człowieka jest gniew i złość. Etapem w życiu jest bunt. Może odczytuję film zbyt dosłownie, że mężczyzna na wyspie to tylko figura, tylko co zostaje z tego wielkiego Sensu? Skupmy się na tym, co najbliżej, najważniejsze są relacje z drugim człowiekiem? I mamy gotową sielankę i przepis na udane życie?

Jeśli idzie o podobne klimaty filmów, bardziej do mnie trafiła „Wędrówka na Zachód”. Obraz Tsai Ming Liang koncentruje się na postaci buddyjskiego mnicha w charakterystycznej pomarańczowej szacie. Formą medytacji jest chodzenie, każdy krok jest przemyślany, przez co ujęcia są długie i statyczne. W efekcie dostajemy umiłowanie spokoju i chwili zatrzymania, ale bez wymagania, żeby cały świat zrobił to samo. Kontrast między refleksją a ruchliwym tłem jest wyraźny, ale nie waloryzujący.

A019R3FP

„Wędrówka na Zachód”, reż. Tsai Ming Liang

Wracając do „Czerwonego Żółwia”, nie wiem, czy sama nazwa studia tutaj nie wymusiła wielkiej litery w sensie – jeśli coś wychodzi z Ghibli, to musi być dobre. Jeśli jest inne, to zachwyca. Do tego doszły jeszcze opisy wypuszczone przez dystrybutora i w ostatecznym rozrachunku miałam wrażenie, że oglądałam inny film.

Nie mówię, że motyw robinsonady potraktowany na nowo jest zły, ale jednak mam dziwne wrażenie stania w galerii sztuki współczesnej wśród znawców komentujących gaśnicę. Ważna rzecz, potrzebna, ale metafizyka? A raczej, Metafizyka?

Może nie zrozumiałam. Mam prawo. Może do mnie nie przemówił. Też miał prawo.

  • http://terra-feliks.blogspot.com/ Hipis

    Teraz dopiero się zainteresowałam. Lubię studio Ghibli, głównie za estetyczne, śliczne grafiki. No i za to, że są to animacje i dla dorosłych, i dla dzieci, i każdy może je łatwo odebrać, nie są w żaden sposób wulgarne, głupie, nastawione na idiotyczny humor, krzykliwe (jak wiele innych produkcji dla dzieci). Aczkolwiek motywu utopii, bliskości z naturą wręcz nienawidzę :D Jakim bólem było dla mnie czytanie „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadków”! Po pierwsze, bardzo lubię cywilizację, a natura, chociaż ją doceniam, jednak zniechęca mnie robalami, bakteriami, śmiertelnymi chorobami spowodowanymi piciem brudnej wody itd. Uważam że człowiek szalenie dobrze zrobił porzucając naturę na rzecz cywilizacji. I głodne kawałki o powrocie do natury uważam za głupotę i idealizację. Zbyt wiele razy wlazłam w pokrzywy albo próbowałam wybić siostrze oko kijem, żeby wierzyć że natura nas kocha, a kontakt z nią powoduje że jesteśmy dobrzy :P

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      I tak oto okazuje się, że natura dostarcza broni do ranienia najbliższych. Pogadane. Do robali nic nie mam, taki mamy klimat. Ale tego utopijnego podejścia do tematu to nie czuję.