Dlaczego nie pijesz?

Idziemy z towarzystwem nad wodę, jest miło, gadka się klei, suchar goni suchara – lato w pełni. Syczą otwierane cydry, radlery i piwa rzemieślnicze. Odkręca się butelka soku. Czystego soku, bez wkładki. Chwila, a czemu ty nie pijesz?

Starsi czytelnicy wiedzą, że mam zrywy abstynenckie wynikające z powodów światopoglądowych lub zdrowotnych. O ile dociekanie, czemu to pierwsze mnie mobilizuje do pamiętania imprezy, o tyle w przypadku drugiego wydaje mi się to mocno niestosowne.

Tak jak kobiety w ciąży mają prawo nie chcieć, by ich brzuch był głaskany, tak abstynenci chcą zachować milczenie. Powiedzmy, że ciekawość bliższych znajomych jest uzasadniona, bo się martwią i tak dalej, ale pardon, kiedy na imprezie ktoś polewa, ja odpowiadam, że nie piję z przyczyn zdrowotnych i jak na zawołanie zaczyna się wywiad lekarski, to nóż w kieszeni mi się otwiera. Jedni się odczepią, jeśli powiem, że biorę antybiotyk, inni stwierdzą, że niektóre z nich można mieszać z alko, więc nie ma strachu.

Samo namawianie do picia też jest jakieś skrzywione. Prosty komunikat „nie piję” zamiast zakończyć rozmowę, wprowadza ją w formę kwestionariusza i ćwiczenia na charyzmę – no jednego możesz, cydr to nie piwo, radler to nie piwo, to sobie weźmiesz bezalkoholowe, tak rzadko się widzimy etc. Lubię piwo, uwielbiam grzańca, wino jest spoko, ale jeśli mówię, że dziś bez alko, to bez alko. Szkoda tracić czas na wzajemne przekonywanie się do tego, że ziemia jest okrągła.

Przy każdym z postów dotyczących abstynencji przypominam przykład z namawianiem do palenia – jakoś osoby stroniące od dymków i chmurek są akceptowane w grupie, a czasami nawet ze względu na nie pali się poza miejscem zebrania. Abstynenci mają inaczej: oprócz wywiadu dlaczego nie pijesz i nie chcesz się bawić z innymi oraz przejścia etapu perswazyjnego, przychodzi prosta, naturalna rzecz. Impreza się kończy, bo zostajesz jako jedyna osoba bez szumu w głowie, chce ci się spać i się zmywasz. Aczkolwiek, to nie jest reguła – moja znajoma, która nigdy alkoholu nie tknęła, jest zawsze pierwsza na parkiecie, bawi się do samego rana i towarzystwo ludzi o miękkich kolanach jej nie zraża. Pozazdrościć!

Podsumowując: jeśli ktoś wam powie, że nie pije, polejcie mu colę. Albo sok, albo inną wodę. I bawcie się dobrze, bez zbędnego włażenia w szczegóły. Po czyimś domu chodzi się w kapciach, nie w buciorach.

Zdjęcie: Vinayak Verma

  • http://www.lusterko.net Marta Mardyła

    Nie piję od dwóch lat i, o ile mnie pamięć nie myli, nie zdarzyła mi się w tym czasie ani jedna sytuacja, żeby ktoś namawiał mnie na alkohol. Może dobrze trafiam :)

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      Musimy częściej wychodzić, w takim razie.

  • http://terra-feliks.blogspot.com/ Hipis

    Chciałabym, żeby ludzie tak łatwo godzili się z tym, że ktoś nie pije. Mnie nadal przyjaciele pytają, przychodząc do mnie, czy mogą wpaść z alkoholem. Nie mam jakiegoś urazu do alkoholu, nie mam problemów z tym, że ktoś przy mnie pije, i wiele razy o tym mówiłam. Ale dla nich i tak jestem dziwakiem, przy którym trzeba być ostrożnym. Jakbym była jakimś oszołomem :P
    Nie potrzebuję alkoholu. Kawa, cola plus naturalna nadpobudliwość to świetne połączenie, by się dobrze bawić. I nie jestem typem, który chce wszystkie wieczory życia spędzić z kotem i książką, bo lubię ludzi, lubię łazić nocą po mieście i włóczyć się od pubu do pubu. Ale wielu ludzi już tego nie ogarnia.

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      Przyznaj się, jesteś tą przytomną osobą na imprezie, która robi takie straszne zdjęcia do późniejszego szantażowania.

  • Kasia Zawada

    Dziwne, że zawsze trzeba podawać powód „nie picia”. Nie można nie pić tak po prostu? Jak ktoś pije to z reguły tlumaczyc się nie musi. Czesto spotykam sie z reakcja w stylu „o boze, dlaczego?!” ktora powoduje u mnie zakłopotanie. W Polsce nie ma zrozumienia w tym temacie bo w Polsce pic trzeba.

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      Właśnie ten wywiad i podawanie powodów niepicia są dla mnie ewenementem kulturowym. Z niepalenia nie trzeba się tłumaczyć.