Feministki są brzydkie

26 sierpnia to Dzień Równości Kobiet. Feministki się cieszą w swej brzydocie, bo i włosy krótkie, pachy nieogolone, a staniki już ładnie się palą. No i ja jestem jedną z nich. Prawie.

Miałyśmy łamać z dziewczynami stereotypy na temat feminizmu. Zrobiłam sobie zdjęcie i klops. Typowa feministka: krótkie włosy, ubrana po męsku i bez makijażu. Pogadane. Pomyślałam, żeby dla równowagi jeszcze dodać fotkę w sukience, bo noszę od czasu do czasu, tylko… no nie o to chodzi.

Kobiety boją się feminizmu jak ognia, kojarząc go z nienawiścią do mężczyzn, różowego koloru i staników. „Nie jestem feministką, bo mam chłopaka” albo „Nie uważam, żebym była dyskryminowana”. Znacie to? Pewnie, że posiadanie praw wyborczych jest super i fakt, że nie trzeba się przebierać za faceta, żeby móc studiować też bardzo pomaga, ale dyskryminacja objawia się także na bardziej subtelnej płaszczyźnie. I mężczyznom też się przez to dostaje.

Równouprawnienie to wolność decyzji, a nie upychanie wszystkich według szufladki z napisem „płeć”. Chłopcy mają być tacy, a dziewczynki takie. Nagle jedna literka w chromosomach ma decydować o całym twoim życiu. Jesteś kobietą, masz gotować, sprzątać i zajmować się domem. Jesteś mężczyzną, masz na ten dom łożyć. Ona więcej zarabia? Porażka męskości. Nie chcesz mieć dzieci? Jesteś samolubna, pożałujesz. I tak dalej, przykłady można by mnożyć.

Szufladki są bardzo wygodne, ułatwiają nam odnajdywanie się w rzeczywistości. Tylko, jeśli ktoś z niej wystaje, nie ma sensu go przycinać do foremki.

Dalej będę nosić krótkie włosy, bo w nich dobrze wyglądam i dobrze się czuję. Nie zrezygnuję z dużych marynarek z tego samego powodu. A że czasami się ktoś do mnie zwróci per „pan”? Bywa. Zwykle jest śmiesznie. Wiem na pewno, że w długich blond włosach i sukience też byłoby dobrze, ale nie świetnie. Bo żeby było świetnie, głowa musi się jeszcze zgadzać. A ja, z racji gabarytów, mocno z tej swojej babskiej szuflady wystaję i w feminizmie chodzi o to, żebym mogła wystawać.

Jestem jedną z nich.

originalTekst powstał z inicjatywy Olgi Luterek

Teksty o brzydkich feministkach przeczytacie również tutaj: Pincake, Aktywnie z niedoczynnością, Ameliowy, Małokulturalna, 100sukienek, Anwen.

  • Malgorzata Dunikowska

    Nieprawda można wystawać bez feminizmu, trzeba zdecydować się tylko na bycie outsiderem. A to trudne.

  • http://withlove.pl/ Justyna Sekuła

    A czy nie można być innym, różnym, wyjątkowym bez nazywania tego feminizmem? Czy nie można być innym, różnym, wyjątkowym ot tak, po prostu? Nosić krótkie włosy, bo się to po prostu lubi? Nie mieć dzieci, bo się ich po prostu nie chce? Zarabiać na dom, kiedy się jest kobietą, w czasie, gdy facet zajmuje się dziećmi, bo tak po prostu komuś pasuje?

    Nie jestem jedną z nich i w ogóle tego nie kumam.

    • rodzajowo

      Tak, I wtedy masz poglądy zgodne z poglądami feministycznymi, jakkolwiek mocno byś od tej „niefajnej” nalepki uciekała.

      • http://withlove.pl/ Justyna Sekuła

        Nie czuję się feministką, nie mam potrzeby tak siebie nazywać i w ogóle nie identyfikuję się z tym nurtem. To tak jakby nazywać mnie wierzącą, tylko dlatego, że jestem ochrzczona. Sorry :) Ale szanuję, że ktoś ma potrzebę samookreślenia i nazywania tego tak, a nie inaczej.

        • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

          Albo po tym, co zamówi ;)
          A feministkę po tym, co napisze.
          Taki ideologiczny coming out.

        • Tianzi

          Inni-Niż-Wszyscy to też szufladka. :)

          A różnica między [wstaw nazwę dowolnej postawy] a byciem ochrzczonym polega na tym, że pierwsze bierze się stąd jak myślisz i postępujesz, a drugie – coś, co się na ogół stało x lat temu bez udziału naszej woli i nie można tego odkręcić nawet apostazją. :)

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      To o czym piszesz jest efektem ruchu. Nie zgadzam się często z wojującymi hurafeministkami. Tak jak z katolikami. Jesteśmy różni i to jest fajne.
      I tak jak pisałam, szuflada nie jest zła, wpychanie się do szuflady – owszem.

    • http://www.laminerva.pl/ Minerva

      Ja w ogóle nie rozumiem tej tendencji do definiowania wszystkiego. Wszytko musimy nazwać, określić i co najważniejsze: ocenić. Czasami się zastanawiam, po co?

      • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

        Ludzka natura, proszę pani.

  • Tianzi

    Litania feministycznych poglądów + ‚ale ja nie jestem żadną feministką!’ na końcu’ to chyba jeden z najczęściej występujących kobiecych tekstów. Tłumaczę to jako ‚ale żebyście nie pomyśleli, że nie golę nóg!’. Kojarzy mi się to z wegetarianinem, który upiera się, że nie jest wegetarianinem, chociaż nie je mięsa (oczywiście ja nie będę nikomu mówić, jak się ma identyfikować, ale… to lekko zabawne).

    Choć w sumie nietrudno to też zrozumieć, użycie słowa na F to najszybsza metoda, żeby zdyskwalifikowano Twoje poglądy. Niedawno na przykład czytałam na jakimś blogu o teście Bechdel i jednym z argumentów, dlaczego jest do bani było to, że Allison Bechdel wygląda jak wygląda (w skrócie: stereotypowa butch feministka).

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      Wlepka feministyczna jest ok. Nie trzeba jej nosić na czole.

      • Tianzi

        Otóż to. Ani nie oznacza przynależności do jakiejś sekty, nie zobowiązuje do analizowania każdej reklamy jogurtu pod kątem genderowym i nie sprawia, że stajesz się odpowiedzialna za wszystko, co mówi Kazimiera Szczuka ;)

  • Pingback: Feministki są brzydkie | 100 Sukienek()

  • http://w--sieci.blogspot.com/ Introwertyczka

    W dawnych czasach feminizm mial rację bytu, ale obecnie dyskryminacja kobiet juz nie wystepuje, więc to już taka troche przebrzmiała ideologia.

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      Jest jeszcze problem z in vitro, aborcją i ogólnie stanowieniem o swoim ciele.

    • Aslanta

      Ale to znaczy, że przez dyskryminację rozumiemy tylko brak praw wyborczych, brak możliwości pracy zarobkowej, edukacji i małżeństwa z przymusu? Ja uważam, że znacznie więcej. Aha, no i ups, ale świat nie kończy się na zachodniej cywilizacji. To, że coś nie występuje u nas, nie znaczy, że nie ma tego gdzieś indziej. Bo te wszystkie be rzeczy, których przecież „już nie ma” się dzieją. I to wcale nie tak daleko od nas.

  • Mju

    Ja i tak najbardziej lubię ludzi, szczególnie kobiety, które uważają że nie ma żadnego problemu, i to feministki wymyślają niestworzone historie o braku równouprawnienia. Na przykład tu
    https://www.facebook.com/anwena/photos/a.169679196444498.44600.169639936448424/894650253947385/?type=1&comment_id=894657060613371&offset=0&total_comments=16&comment_tracking=%7B%22tn%22%3A%22R%22%7D
    Fanka Anwen jest zdegustowana tym, że zdjęcie i # może mieć związek z feminizmem…
    Wspaniały jest ten obrazek z tumblra, zaspamuję nim życie (czyli facebooka) wszystkich moich znajomych :3
    Ale durny disqus, czemu zdjęcie Anwen tu się otwiera, skoro nie dałam linka bezpośrednio do niego?!

  • Pingback: Feministki są brzydkie | Aktywnie z niedoczynnością()

  • https://www.facebook.com/baranekrobizdjecia Baranek robi zdjęcia

    Jak kobieta mówi „nie jestem jakąś feministką!” to ja rozumiem przez to, że taka Pani nie ma żadnego problemu jeśli będzie zarabiać mniej za dokładnie taką samą pracę jak kolega w biurze; że będą na nią wołać na ulicy „ej, dupo, dupo, dasz numer?” a jak odmówi to usłyszy za sobą wiązankę mięsa albo z tym, że to ona ponosi odpowiedzialność za to że ubrała za krótką spódnicę albo szpilki i przez to bezmózgi samiec w klubie wkładał jej łapska za tą spódnicę. Przecież od tego jest spódnica. Nie? No co Ty ku**o mówisz?!
    Masz wybór kobieto – jak Ci to nie przeszkadza, to w porządku, ja Ciebie nawracać nie zamierzam. Rumień się ze szczęścia jak chłop się poklepie po dupie – to przecież komplement, że jesteś taka ładna!

    Ale ja mam z tymi wszystkimi zachowaniami problem i dlatego uważam siebie za feministkę.

    Nie dlatego, że nienawidzę mężczyzn – uwielbiam ich. Podziwiam i bardzo szanuję.
    Nie dlatego, że nie golę nóg – golę.
    Nie dlatego, że palę staniki – nie palę, moje cycki bez nich by mi przeszkadzały bieganiu i innych aktywnościach codziennych, bardzo lubię staniki.
    Nie dlatego, że jestem chłopczycą – nie jestem, chodzę w spódnicach, sukienkach i mam długie włosy. Nawet się maluję. Paznokcie też! :O
    Nie dlatego, że chcę zaprzeczać biologii – to kobiety rodzą dzieci, a mężczyźni często są fizycznie silniejsi. Nie zaprzeczam i nie zamierzam.
    Nie dlatego, że nie ma być różnic między kobietą i facetem – są, mają być i muszą być.
    Niektóre emocje, sposoby ich przeżywania czy psychika wynikają z tego, jaką mamy płeć. Lubię to, lubię być kobietą, a czasem zazdroszczę facetom. Widzę te różnice i nie walczę z nimi.
    Ale nie dyskryminuję facetów ze względu na cechy wynikające z płci. Dlatego proszę też mi nie robić problemu (bo bardzo boicie się słowa „dyskryminacja”) z moich, kobiecych cech. Mam je i mieć będę i nie chcę się ich pozbywać. Nie chcę udawać, że różnic nie ma.

    Większość feministek to nie babochłopy. Tylko te najbardziej widać bo, niestety, żeby mieć władzę i głos trzeba przybrać postać męską. A ja chcę mieć głos, władzę i siłę w moich szpilkach, szmince i sukience.

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      Dzięki za głos!
      Chłopczyce widać, bo nie wyglądają jak „typowe” kobiety, więc z czymś mają problem. I tak się kręci kółeczko stereotypu.
      Dandys pozdrawia!

  • Pingback: Małokulturalna | Feministki są brzydkie()

  • Pingback: Jestem Jedną Z nich – wspaniała inicjatywa polskich blogerek – Dainty Queen Magazine()