Jak wyjechać na praktyki

Erasmus-Orgasmus. Tyle się o tym słyszało, ludzi spotykało, głównie po klubach siedzących i zachwalających europejskie wojaże do uczelni zagranicznych. Czasami musieli się trochę uczyć, czasami napisać parę stronic po angielsku. Ale perspektywa przepijania unijnych funduszy brzmi nad wyraz kusząco, zatem można się poświęcić i wysłać zgłoszenie.

Wiadomo, oczywiście, że jakość wyjazdu na semestr czy dwa, zależy od uniwersytetu i od wybranego kierunku. Mam znajomych, którzy nie wychodzili wieczorami z domów, bo się uczyli – dla wykładowców nie liczył się paszport, grunt to wiedza i tejże wymagał.

Moje studia natomiast dobiegają końca, więc żal byłoby nie wybrać się na parę miesięcy w Europę i nie zakosztować studenckiego życia. Z racji kierunku, a jest to nauczanie języka polskiego jako obcego, taki wyjazd aż prosi się o praktyczny profil. No i tak wybór padł na program Erasmus + Praktyki. Jak wygląda rekrutacja?

Po pierwsze, sprawdź informacje w Dziale Międzynarodowej Wymiany Studenckiej – taki twór działa na Uniwersytecie Jagiellońskim, wszystko jest odświeżane na bieżąco, a jeśli masz jakieś pytania, po prostu uderzaj do Collegium Novum. Na stronie znajdują się tam dwie rzeczy interesujące potencjalnego praktykanta: pierwsza to kalendarium rekrutacji, czyli wiesz konkretnie, do kiedy trzeba znieść wszystkie papieru, a druga to właśnie lista rzeczonych dokumentów.

Żeby załapać się na europejską przygodę, musisz przygotować teczkę. Moja średnia ze studiów należała do najnędzniejszych, zatem musiałam nadrobić potwierdzeniem działalności studenckiej, czyli wszelkimi wybrykami w ramach koła naukowego, wolontariatami i innymi rzeczami tego typu. Niby potwierdzenie praktyk nie jest takie ważne przy rekrutacji, ale ja je miałam, piszę tego posta z Zagrzebia, więc chyba działa.

No właśnie, gdzie znaleźć praktyki? W moim przypadku rzecz była bardzo prosta: w trakcie jednej z bezsennych nocy po prostu wstukałam w googla odpowiednią frazę zawierającą słowa „Erasmus +” i „internship” i wyskoczyły mi przeróżne bazy miejsc, do których potencjalny praktykant może się zgłosić. Pomyślałam, że w sumie o Chorwacji nie wiem nic, więc wybrałam podstawówkę w Zagrzebiu. Kilka kliknięć później pisałam maila do opiekuna praktyk, spodziewając się, że odpisze za pół roku, a wiadomość zwrotną miałam już po paru godzinach, wypełnione potwierdzenie praktyk już po tygodniu, łącznie z potrzebnymi pieczątkami.

Polecam też krótszą drogę do bazy miejsc, gdzie można ubiegać się o staż: wystarczy zerknąć na linki zamieszczone na stronie UJ.

Do teczki z dokumentami należy dorzucić jeszcze dokument potwierdzający znajomość języka, w którym praktyka się odbywa. U mnie jest to język angielski, choć na własną rękę uczyłam się też chorwackiego. O zaletach znajomości lokalnego języka powiem później, bo rzecz jest wręcz fantastyczna. W każdym razie, na pewno musicie pochwalić się papierkiem potwierdzającym poziom znajomości mowy nieojczystej (zwykle wymagany jest poziom minimum B2, ale szczegóły są podane w opisie każdej placówki).

Potem składa się tę ciężką, wypchaną papierami teczkę i czeka. Złota wskazówka – nie czekajcie do ostatniego dnia rekrutacji, bo umrzecie z nudów w kolejce zakręcającej pod Wawelem. I czekacie. I czekacie. A potem termin ukazania się wyników jest odroczony. I jeszcze czekacie. I nagle PYK! i wyniki są na mailu. Magia. Europa, proszę państwa.

No i tyle. Kolejna rekrutacja już niedługo, na razie mogę wam powiedzieć, że zabawa jest pyszna. Zatem idźcie i rekrutujcie się, zdobywajcie doświadczenie i wpisujcie sobie fajne rzeczy do CV.

  • http://blogzmiasta.pl/ Justyna

    A jeśli ktoś z różnych przyczyn nie chce lub nie może wyjechać, to zawsze można dołączyć do Erasmus – mentor. Byłam, polecam :) Żadnych kosztów i minimum papierków, jedyne co potrzeba to czas i dobre chęci, żeby pomóc przydzielonej nam osobie ogarnąć kwestie typu mieszkanie, bilet, komórka, poznanie miasta. Erasmusi lubią trzymać się w grupach więc masa nowych obcojęzycznych znajomych gwarantowana :)

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      A tak, niesamowite jak łatwo to towarzystwo się znajduje! Kim się opiekowałaś?

      • http://blogzmiasta.pl/ Justyna

        Oficjalnie jedną hiszpanką, w praktyce również jej psiapsiółką-nierozłączką i hiszpanem koleżanki. W formularzu można było wybrać preferowaną narodowość, ja się akurat uczyłam hiszpańskiego więc wybór był prosty :)

        • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

          No to elegancko! Macie kontakt jeszcze ze sobą?

  • Brzeska

    No przecież, że warto. Myślę tak, chociaż sama nie zaznałam [przynajmniej jeszcze] Erasmusa żadnego. Ale po x czasu na uczelni, tej samej, w tym samym kraju, wydaje mi się, że dobrze zmienić na chwilę środowisko. Zwłaszcza, że właśnie nie olewa się przy tym studiów. Bo takie wyrwanie się to poznanie innej kultury, zobaczenie danego kierunku z nieco innej perspektywy itd. Mylę się?

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      Pewnie, zupełnie inaczej się traktuje inny kraj, mieszkając w nim. Na razie mogę polecić ;)

  • http://w--sieci.blogspot.com/ Introwertyczka

    Pamiętam, że w czasach studiów z tymi studentami z Erasmusa była dziwna sprawa, gdyż byli oni trochę jak duchy czy inne istoty nadprzyrodzone. Niby każdy coś tam o nich słyszał, niby gdzieś tam oni byli, ale tak naprawdę to nikt nigdy nie widział ich na własne oczy i nikt ich jakoś nie spotkał. :D

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      Może zaglądaliście do innych klubów.

      • http://w--sieci.blogspot.com/ Introwertyczka

        Ja nie zaglądałam do żadnych, bo studiowałam zaocznie.