Typy ludzi, których spotkasz na Rajskiej

Niektórzy uczą się przez całe życie, innym los tak poukłada obowiązki, że jeszcze mają okazję przebywać na Rajskiej w okresie potyczek z naręczami notatek i zaliczeń. I jak zawsze miejsce to jest bogate w różne osobowości i osobliwości.

Wikingowie ze stetoskopami

Wieść miejska niesie, że przybyli do Krakowa, by zostać profesjonalnymi healerami i powrócić do swych rodzin z dyplomem prestiżowej wszechnicy z walizką wypełnioną wódką u boku. Mieszkają w tych zapomnianych przez ludzi i bogów odnogach korytarzy, do czytelni przychodzą ubrani w piżamy, czasami ktoś się zapomni i wejdzie z poduszką. Trzymają się wspólnie, jako znak rozpoznawczy mając atlasy anatomii człowieka. Grupa raczej zamknięta, pokojowo nastawiona, ale z racji miejsca noclegowego, zajmująca wcześnie najlepsze miejsca.

Dinozaury

Jedyni ludzie, którzy przyszli do czytelni poczytać książki dla przyjemności. Zajmują zawsze to samo miejsce gdzieś pośrodku, mają termos z kawą i dziwny zapach będący wymieszaniem doświadczenia życiowego i pierogów. Czasem sobie coś zanotują, ale nie jest to regułą. Poza okresem sesyjnym, dookoła nich są wolne miejsca, bo nikt nie chce być oznaczony na Spotted jako „całkiem niezły drugi rok, siedzący obok tego śmiesznego pana w czapce krakowiaka”. Mimo, że ze Spotted korzystają tylko nasze mamy.

Ludzie z uniwersytetu

Przychodzą do biblioteki wojewódzkiej, by zmieszać się z innymi ludźmi i zobaczyć, jak wyglądają ci, którzy mają życie poza kolejną publikacją. Poza tym, w Jagiellonce jest słabe wi-fi, trzeba przejść RTG całego ciała, żeby wyeliminować ryzyko szmuglowania tej jedynej kopii książki, nieczytanej przez nikogo, poza samym szmuglującym, a w bibliotece wydziałowej dziwnie pachnie i jednak chrapanie przysypiającego bibliotekarza jest mocno rozpraszające.

Rekiny Iternetu

Nie zaczną się uczyć, jeśli na ich instagramie nie znajdzie się odpowiednia fotografia markerów, notatek albo  umęczonego trudami sesji oblicza. Może być jeszcze kubek kawy. Do tego hasztagi, monitorowanie zainteresowania postem w mediach społecznościowych –  można się zmęczyć. Jeśli wszystko gra, to proszę bardzo: przerwa! I stosowne zdjęcie z leżaków przed biblioteką. Wysoka liczba dowodów na przebywanie w źródle pozycji do bibliografii daje szanse, że obiekt zostanie dostrzeżony przez promotora lub tę facetkę z przedmiotu w poniedziałek o ósmej, na który trzeba napisać dziesięciostronicową pracę zaliczeniową.

Maturzyści

Chcąc poczuć się jak na studiach oraz zacząć oswajać się z poczuciem głodu i porzuconych nadziei, zatem przybywają gromadnie ze swoimi repetytoriami i pierwszymi dziewczynami i chłopakami u boku. Czytelnia, jak sama nazwa wskazuje, jest miejscem, gdzie można teatralnym szeptem tłumaczyć sobie matematykę albo streszczać Zbrodnię i karę. Przy okazji, jeśli rodzice są raczej domatorami i nie zostawiają chaty bez swojej pruderyjnej opieki, regały w dziale geodezyjnym idealnie nadają się na tête-à-tête z Brygidą z 2d.

Prawnicy

Zajmują pierwszą salę, posiadają najbardziej pokolorowane książki ze wszystkich. Niektórzy mylnie sądzą, że są napisane po polsku, tylko ze względu na diakrytyki. Tak naprawdę sami czytający zamieniają się w językoznawców, dlatego, aby oszczędzić reszcie studentów syków i krwawych dyskusji na poziomie sejmowym, dział prawniczy i polonistyczny są na dwóch krańcach Rajskiej. Wszyscy noszą okulary i z przyzwyczajenia siedzą pod krawatami.

Artyści

Niespełnieni abstrakcjoniści, bywalcy sklepu papierniczego na Krupniczej, znawcy zakreślaczy i cienkopisów. Ich notatki wyglądają jak strony z książek dla dzieci, przy czym nawet dla dzieci jest tego za dużo i już wolą zaglądać prawnikom do kodeksów, niż patrzeć na tę reklamę rozgniecionych skittlesów. Artysta pokoloruje wszystko, zakreśli każdy ważny fragment, przez co z czasem wyróżniają się tylko te niepokolorowane. Jeśli nieopatrznie zostawisz notatki obok miejsca zajmowanego przez artystę, z rozpędu je pozakreśla i oblepi fiszkami.

 Gollumy

Nie widać ich zza wież książek, które zbudowali znosząc wszystkie pozycje wymienione w liście lektur do swojego legowiska. Próba poproszenia ich o pożyczenie tej wielkiej cegły, leżącej na samym spodzie spali na panewce, choćby gollumy były otoczone porozkładanymi książkami jak nogi chłopców siedzących w tramwaju. Gollumy pierwsze zgarnęły podręcznik i nie opuści terytorium aż do zamknięcia czytelni, bo to ich ssskarb.

Spacerowicze

Kiedy pogoda nie sprzyja, a krokomierz nieubłaganie nie chce wskazać zalecanych przez Krystynę Jandę dziesięciu tysięcy kroków, trzeba nadrabiać w inny sposób. Spacerowicze dbają o zdrowie i krążenie nóg, dlatego regularnie, mniej więcej co kubek kawy/trzy łyki wody/trzy strony notatek robią krótką przebieżkę po bibliotece. Niby pójdzie do toalety, ale po drodze zagada do Bartka, który chodził na wykłady, bo na melanże na trzecim piętrze mu nie po drodze. A jak Bartek uda, że typa nie zna, to wtedy wzrok przykuje ciekawa pozycja o roślinach rosnących w wyższych partiach śląskich hałd. Chodzą słuchy, jakoby etnografowie łapali niektóre osobniki przy automacie z przekąskami, obrączkowali (niby opaska z festiwalu) i śledzili trasy migracji. Z niecierpliwością czekamy efektów badań.

Tancerze

Juwenalia rozbudzają ich poczucie rytmu, dlatego będą tańczyć, nawet na siedząco i nawet, jeśli przy tym tupią. Tancerzom noga chodzi do wszystkiego, czasami podrygują kolanami, a aspiracje perkusisty realizują na blatach. Co bardziej odważni klikają długopisami lub  wybijają sobie tylko znane pieśni o brzeg biurka. Nie wiadomo, czy tak bardzo nie mogą doczekać się Wianków nad Wisłą, czy też mają problemy z niedoborem magnezu, co przyczynia się do niekontrolowanego drgania nóg.

Chłopcy o ciosanych twarzach

Na ich widok dziewczęta przecierają okulary, czy aby na pewno nie widzą świata w barwach instagramowych filtrów. Otóż nie, chłopcy w koszulkach z głębokim dekoltem prezentują dumne piersi rzeźbione dwa razy w tygodniu na zajęciach z AZS-u i dbają o dobrą atmosferę i proste postawy studentek polonistyki. W sumie są tam tylko dla sportu, bo chomika wydoili z potrzebnych podręczników, które to kotłują się na kindlach, więc nad tą książką dokonują rutynowej obczajki. Żeby nie było, jest z nich pożytek, bo wszystkie panny prostują się jak struny już w odległości kilku miejsc od chłopca o ciosanej twarzy.

***

Może powinnam to dodać na początku, ale niniejszy tekst należy traktować z przymrużeniem oka.

Udanej nauki i owocnych egzaminów!

Zdjęcie: Ben White

  • http://terra-feliks.blogspot.com/ Hipis

    Uroczo :D
    Sama obstawiam trzy biblioteki poznańskie i chyba każdy z owych gatunków ludzi już widziałam :D
    Najbardziej traumatycznym przeżyciem bibliotecznym było dla mnie przyjść w liceum na wycieczkę do biblioteki uniwersyteckiej, gdzie między regałami trafiłam na dziewczynę siedzącą na podłodze w pozycji rozpaczliwej, wśród kup książek wyższych od niej samej. Że też to mnie do studiów nie zniechęciło…
    Sama jestem skrzyżowaniem spacerowicza (ciągłe wypady do bufetów, szukanie kawy, spotykanie znajomych, wyjścia ze znajomymi na kawę, spotykanie kolejnych znajomych…) i aspiruję do dinozaura, aczkolwiek nie mam jeszcze termosu :C Ale już raz musieli mnie wyrzucić siłą z czytelni bo zamykali, więc są postępy. No i wkurzam wszystkich hulajnogą, którą z niewinną miną niosę do szatni i wmawiam paniom, że to prawie to samo co torebka :D

    • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

      Ale to było kiedyś, teraz są czytniki i można wszystkie sterty do kilobajtów sprowadzić. Co do hulajnogi, to zawsze można ją spakować w pokrowiec i powiedzieć, że to statyw, bo jesteś studentką ASP, która przyszła szukać w czytelni albumów pełnych inspiracji.